"Zaginiony książę" RECENZJA #11


 Grace Eversleigh zostaje sierotą, którą przygarnia stara kobieta z rodu Wyndhamów. Pomimo tego, że jej pracodawczyni jest trudną osobą nie skarży się na swój los. Podobnie jak Jack, który napada ich powóz.

I tu właśnie krzyżują się drogi Jacka i Grace...

Przyznam się szczerze, że nie wierzę w miłość od pierwszego wejrzenia, ale te iskry pomiędzy bohaterami... jestem w stanie przymknąć na to oko.


Szkoda mi tylko Thomasa. Okej, nie był najlepszym człowiekiem na świecie, ale naprawdę go rozumiem. Od małego wpajano mu, że będzie księciem, a tu nagle... zostaje mu to odebrane. I to naprawdę jest nie jest w porządku.

Choć Jack i Thomas się nie znoszą (może w innych okolicznościach by się zaprzyjaźnili) to łączy ich to, że nie znoszą babki.

Ale w sumie staruszka jest niezła... porwać własnego wnuka? Cytując klasyka "Tego jeszcze nie grali".


Zaczęłam czytać drugi tom. Jest to ta sama historia, ale z perspektywy Thomasa i Amelii. I nawet dialogi są podobne...


Pozostaje mi tylko życzyć miłej lektury.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Autorzy Pod Lupą" - Meksykańska pisarka i dziennikarka polskiego pochodzenia!

"Autorzy Pod Lupą" - Inne Harlequiny!

RECENZJE DO PRZECZYTANIA (NAJNOWSZA AKTUALIZACJA) !!!