"Sisi w Tyrolu" RECENZJA #43
Nie wiem, czego oczekiwałam po tej książce. Czytało się szybko i lekko, ale jak tylko skończyłam książkę, poczułam, że była taka sobie. Zawsze staram się znaleźć jakieś plusy i to były te, które już wymieniłam.
Mamy cztery rozdziały, a w nich przedstawione są wizyty Sisi. Pierwsza jak przyjechała do Tyrolu, zanim została cesarzową, a kolejne jak już nią była.
Nie mamy tu perspektywy Sisi - pojawia się w książce, fakt, ale najczęściej jest wspomina przez inne postacie. To one mówią jaka jest Sisi - a była tajemnicza, niedostępna, pragnąca wolności, dusząca się w roli, którą odgrywała, ponieważ pragnęła być wolna.
Sisi miała różne wymagania czy upodobania. Woziła ze sobą zwierzęta, nie stosowała się do etykiety, ponieważ jej nie znosiła. Mieszkańcy Tyrolu, czekali na jej wizyty, a ona zostawała na trochę i gnała prosto przed siebie. Jakby przed czymś uciekała. Może faktycznie tak było.
Są bohaterowie, którzy brali udział w przywitaniu Sisi. I jak byli bardzo zaskoczeni niedostępnością cesarzowej. Cała otoczka skupia się na Elisabeth, ale jej samej jest tu mało.
Sisi była ciekawą cesarzową. Wyprzedzała swoje czasy to jest pewne. Mimo, że nosiła gorsety, nie chciała się dusić w konweansach. Szkoda mi Sisi, bo spotkał ją naprawdę tragiczny los, a była przecież młodą kobietą, pełną życia i naprawdę szkoda, że tak wcześnie je zakończyła.

Komentarze
Prześlij komentarz