"Ranczo" RECENZJA #49
Kolejna książka mojej ulubionej autorki.
Kiedy zaczęłam moją przygodę z czytaniem, Danielle Steel była jedną z pierwszych pisarek, których książki czytałam. Mam więc sentyment do jej książek i postanowiłam przeczytać jedną z nich.
"Ranczo" wbrew pozorom ma w sobie dużo realizmu. Bohaterki są na zakręcie swojego życia i każda z nich nie tylko jest inna, ale ma także inny dylemat.
Mary przechodzi kryzys w swoim małżeństwie. Po śmierci syna to jej mąż uznaje, że to ona jest wszystkiemu winna. Ich seksualna strona małżeństwa nie istnieje.
Tania jest znaną piosenkarką. Kocha śpiewać, ale jej zawód ma drugą stronę tę mniej przyjemną. W jej życiu osobistym trudno zachować równowagę toteż rozwodzi się z mężczyzną, którego kochała.
Zoe założyła klinikę i leczy chorych na aids. Ma także adoptowaną córeczkę, którą bardzo kocha. Jej życie zmienia się w chwili kiedy dowiaduje się, że jest chora na aids.
Wszystkie przyjeżdżają na ranczo. Tam wyjaśniają sobie konflikt z przeszłości i postanawiają wykorzystać czas odpoczynku najlepiej jak się da. I wtedy z dala od wszystkiego, zaczynają analizować swoje życie...
Książka mi się bardzo podobała. Nie jest to wybitna literatura, ale wtedy po książkach w których rozgrywała się akcja była naprawdę świetnym przerywnikiem. Jak lubicie Danielle Steel to na pewno nie będziecie potrzebowali specjalnej zachęty.

Komentarze
Prześlij komentarz